Pierwszy mecz 1/8 finału Pucharu CEV z Busto Arsizio podopieczne Stephane’a Antigi przegrały 0:3 (22:25, 17:25, 22:25). W Rzeszowie obecne wiceliderki tabeli Ligi Siatkówki Kobiet miały powalczyć o odwrócenie rywalizacji, ale trudno było mieć nadzieję na to, gdy po drugiej stronie siatki stają takie siatkarki, jak Britt Herbots
12. DWUNASTA MODLITWA O Jezu! Zwierciadło prawdy, Miłości, zwieńczająca wszystkie siły ducha, Znaku jedności, rozdarty i umęczony obfitym upływem godnej uwielbienia Krwi, wspomnij na niezliczone Rany, które okryły Cię od stóp do głowy. O niezmierna i totalna boleści, którą znosiłeś w swym dziewiczym ciele z miłości ku nam.
"Wygrany" w kinach już 18 marca!Oliver (Paweł Szajda), młody amerykański pianista polskiego pochodzenia, nie wytrzymując presji matki i wyrachowanego agenta,
Mecz Barcelona – Atletico odbędzie się w niedzielę (23 kwietnia) o godzinie 16:15. W telewizji mecz obejrzymy na kanale Eleven Sports 1, natomiast zupełnie darmowa. transmisja będzie dostępna w usłudze STS TV. Aby uzyskać do niej dostęp wystarczy spełnić dwa warunki – zarejestrować konto w STS z kodem promocyjnym GOAL oraz
Jednak modlitwa może pomóc również całkowicie załagodzić konflikt. Doskonale to zrozumiał ojciec François Banvillet, autor książek Modlitwa na czas narzeczeństwa i Modlitwa o pokój i pojednanie, który ułożył słowa tej modlitwy dziękczynnej, odmawianej wspólnie lub przez jednego z małżonków po akcie pojednania.
#Polki walczą o awans do Igrzysk Olimpijskich #paryz2024 Kolejny wygrany mecz, tym razem z #kolumbia #Polska #siatkówka #voleyball #kobiety #biało
Modlitwa o mądrość. abym nie popadł w grzech, który jest największą głupotą. zniszczyły moją drogę ku Tobie. z powodu mojej słabości. co podsuwa mi zły duch. Naucz mnie odróżniać prawdę od kłamstwa. Niech moje czyny będą rozważne i przemyślane. i moje występki nie są przed Tobą zakryte.
Modlitwa „Zdrowaś Maryjo” to jedna z najważniejszych modlitw katolickich, często odmawiana przez wiernych w różnych okolicznościach. Jest to wyraz czci i modlitwy do Matki Bożej, Maryi. Modlitwa ta jest jednocześnie częścią dłuższych modlitw, takich jak różaniec, a także może być odmawiana samodzielnie jako prośba o
Koszykarze PGE Turowa Zgorzelec wygrali ósmy mecz z rzędu w rozgrywkach TBL. W nowej hali PGE Arenie pokonali Wikanę Start Lublin 98:82. Debiut mistrzów Polski w nowym obiekcie był bardzo udany, nawet pomimo tego, że koszykarze z Lublina trafili aż czternaście rzutów za trzy punkty. Po pierwszych dwudziestu minutach spotkanie było otwarte i mistrzowie Polski wygrywali tylko 7
Sport. Ireneusz Piwko: potrzebujemy punktów jak powietrza. Szkoleniowiec Orła analizuje o. Trener Orła uważa, że zespół na własne życzenie doprowadził do tego, że mecz po znakomitej pierwszej połowie, w drugiej odsłonie wyglądał wręcz tragicznie. Niepotrzebna była zwłaszcza druga żółta kartka i drużyna musiała grać w
ZAtaX. Czas letni Piątek / Niedziela – 13:00 Czas zimowy Piątek / Niedziela –
– W moim pierwszym zdaniu na przedmeczowej odprawie powiedziałem zawodnikom, że zawsze miałem problem z Widzewem na swoim boisku – mówił Orest Lenczyk. Taki problem miał doświadczony trener 9 kwietnia 2011 roku, gdy jako szkoleniowiec Śląska przegrywał we Wrocławiu z łodzianami 0:2. Wówczas tuż przed upływem godziny trwania spotkania, wprowadził na boisko Łukasza Madeja, który odmienił losy meczu. Śląsk wówczas zremisował 2: sobotę było podobnie. Upływała 71. minuta, Widzew prowadził 1:0, gdy Lenczyk zdecydował się desygnować do gry Adriana Błąda. Młody pomocnik zastąpił najbardziej efektywnego do tej pory gracza gospodarzy Davida Abwo i już sześć minut później pięknym uderzeniem z dystansu doprowadził do wyrównania. Ten gol dodał lubinianom mocy i po kolejnych czterech minutach, po rzucie wolnym egzekwowanym przez Roberta Jeża, Paweł Widanow główkował w słupek, a piłkę do siatki dobił Djordje Cotra. Zagłebie nadal atakowało i po błędzie Macieja Mielcarza (wykopał piłkę wprost pod nogi rywala) Arkadiusz Piech prostopadle podał do Błąda, a ten ku ogromnej radości fanów ustalił wynik meczu. Dwa gole zdobył przecież rodowity lubinianin, kolega wielu z kibiców, mieszkający obok nich na tym samym osiedlu. – Cieszę się, że udało nam się wygrać to spotkanie. Po meczu z Jagiellonią, trener powiedział, że zmiany nic nie dały. Dzisiaj już tak na pewno nie powie i chciałbym, żeby w następnych meczach było podobnie. Myślę, że takim meczem jak dziś podniosłem swoją wartość w mojej własnej ocenie. Mam nadzieję, ze takich spotkań będzie jak najwięcej. Życzyłbym także wszystkim, żeby nie oglądali jakiejś „kaszany”, tylko dobre widowisko. Trener życzył mi powodzenia. Pan Lenczyk często rozmawia z nami na treningach. Każdy z zawodników zdaje sobie sprawę, co ma robić na boisku. Ja wchodząc przy stanie 1:0 dla Widzewa, też wiedziałem, co mam robić i starałem się to zrobić jak najlepiej – radował się pomocnik z do zadowolenia mógł mieć także Cotra, który zrehabilitował się w oczach kibiców za osłabienie zespołu w derbowym meczu ze Śląskiem. – Codziennie przez te dwa tygodnie chciałem przekonać trenera, żeby mi dał szansę gry w podstawowym składzie, bo chciałem przeprosić moich kolegów, trenera, kibiców i wszystkich, którzy lubią Zagłębie, za to, co zrobiłem w meczu ze Śląskiem. Myślę, że chociaż w małej części mi się to udało. Pragnąłbym, żeby każdy następny mecz kończył się dla mnie jak i dla całego zespołu tak dobrze jak dzisiejszy – cieszył się spotkania wynagrodziła kibicom zwłaszcza to, co działo się w pierwszej połowie spotkania. Niby na boisku trwała walka, ale żaden z zespołów nie oddał ani jednego celnego strzału, a fauli w sumie popełniono tylko pięć. Nie oznacza to jednak, że gospodarze nie mieli okazji do strzelenia goli. Wszystkie z nich stworzył bardzo szybko biegający po prawym skrzydle Abwo, lecz Arkadiusz Piech i dwukrotnie Michal Papadopulos nie potrafili wykorzystać świetnych dośrodkowań Nigeryjczyka. Piech nie miał wczoraj zbyt dobrze nastawionego celownika i w 61. minucie zmarnował kolejną szansę, fatalnie pudłując z kilku metrów. Lubinian szybko spotkała za to kara, gdy Mariusz Rybicki ograł Pawła Widanowa i dośrodkował w pole karne, gdzie Eduards Visnakovs tylko dostawił głowę. – Nie przypuszczałem, że nie stworzymy sobie sytuacji do przerwy, albo takich, których nie wykorzystamy. Michal Papadopulos czy Arek Piech nie chcę powiedzieć, ze musieli, ale powinni zdobyć przynajmniej jedną bramkę. Oczywiście utrata bramki spowodowała, że trzeba było dokonać czegoś, żeby w ataku było groźniej, żeby można było nie tylko stwarzać sytuacje, ale zakończyć zdobyciem bramki – podsumował Lenczyk, dla którego było to pierwsze w tym sezonie wygrane spotkanie. I satysfakcja z trafnych zmian dokonanych podczas LEWANDOWSKIZAGŁĘBIE LUBIN – WIDZEW ŁÓDZ 3:1 (0:0)Bramki: 0:1 E. Visnakovs (65) 1:1 Błąd (77), 2:1 Cotra (81), 3:1 Błąd (85). Żółta kartka: Batrović. Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów: Gliwa – Widanow, Banaś, Guldan, Rymaniak – B
Zajęliśmy ostatnie miejsce w zdecydowanie najsłabszej grupie. Pozostaje nam powtarzać: Polacy, nic się nie stało… Albo dać sobie spokój z piłką kopaną i przerzucić swe sportowe emocje na przykład na siatkarzy lub Agnieszkę Radwańską. Swoją drogą, kiedy piłkarze z trudem odnosili „zwycięskie remisy”, polscy siatkarze pokonali mistrzów świata, Brazylię. Meczu z Czechami nie oglądałem, gdyż w tym czasie odprawiałem Mszę św. w jednej ze wspólnot neokatechumenalnych w Rzymie. Nie ukrywam, że w czasie Eucharystii westchnąłem do Boga w wiadomej w tych okolicznościach sprawie. Zapewne niejeden kibic wznosił modły, by nasi wygrali. No ale skończyło się na przegranej po słabej grze. Nasuwa się tutaj pytanie, z pozoru błahe, ale w gruncie rzeczy dotykające wielu istotnych kwestii duchowo-teologicznych, a mianowicie: czy modlitwa o czyjąś wygraną w sportowych zawodach ma w ogóle jakiś sens? Jedni modlą się za swoją drużynę, drudzy za drużynę przeciwną? Co niby miałby zrobić Pan Bóg w tej sytuacji? Mierzyć, kto modli się bardziej i temu przyznać wygraną? Czy też sprawiedliwie orzec: Niech wygra lepszy!? Kiedy podjąłem ten problem przy stole podczas obiadu we wspólnocie na Uniwersytecie Gregoriańskim, jeden z profesorów rzekł znad talerza ze spaghetti: „Najpierw trzeba by się zastanowić, czy Pan Bóg w ogóle interesuje się piłką nożną”. Żartując, doszliśmy do wniosku, że gdyby Pan Jezus pojawił się w tym czasie w Warszawie, pewno poszedłby na mecz, a może nawet skrzyknąłby swoją jedenastkę (Dwunastu bez Judasza) i jako trener poprowadził ich do zwycięstwa. A tak na poważniej, to doszliśmy do wniosku, że Bóg interesuje się człowiekiem i ludzkim sprawami, a zatem nie jest mu też obca piłka nożna, będąca pasją tak wielu mężczyzn, a niekiedy także kobiet. Wątki „piłkarsko-religijne” można też znaleźć w internecie. Ktoś podpisany „Lacustric” stwierdził: „Ateizm zwyciężył! Brawo Czesi, tu nie czas na modły, tylko trzeba było grać”. To prawda, że Czesi mają największy procent ateistów ze wszystkich europejskich krajów, ale w następnym meczu nie oddali nawet jednego strzału w światło bramki i przegrali z katolicką Portugalią, tak więc nie mówiłbym o triumfie ateuszy. Inny internauta, „Skrebec”, spojrzał na rzeczywistość w odmienny sposób: „Dostaliśmy prezent od Opatrzności, bo Polacy wybudzą się z nirwany mistrzostw, i wkurzenie pomoże im bardziej krytycznie spojrzeć na rzeczywistość i dostrzec Prawdę”. Niewątpliwie przebudzenia polskiemu społeczeństwu potrzeba, ale wątpię, aby przegrany mecz z Czechami mógł być jakimkolwiek przełomem, skoro o wiele poważniejsze wydarzenia przełomu nie zapoczątkowały. Włosi nie wahają się łączyć piłki nożnej z pobożnością, ale robią to w specyficzny sposób. Jeśli przegrają, to winę zwalają na różne okoliczności, w tym właśnie na Pana Boga, który niedostatecznie czuwał nad uczciwym przebiegiem meczu. Ale jeśli wygrają, to zasługi przypisują sobie, tj. wszystkim Włochom i o Stwórcy trochę zapominają. Chociaż może ta opinia jest niesprawiedliwa. Wszak trener włoskiej drużyny, Cesare Prandelli, po wygranym meczu z Irlandią, który zapewnił im wyjście z grupy, poszedł pieszo (21 km) z pielgrzymką dziękczynną, w dodatku nocą – jak podały włoskie media, do kamedułów na krakowskich Bielanach. W każdym razie trzeba jeszcze dodać, że w momentach trwogi włoscy sprawozdawcy polecają bramkę „Azzurrich” Matce Bożej. Powróćmy zatem do pytania: Jaki jest sens modlitwy o wygranie meczu? Niektórzy twierdzą, że to czysta magia, zaklęcia, które stanowią część piłkarskiego rytuału. Zapewne w wielu przypadkach tak jest. Ale przecież nie brakuje też takich, którzy szczerze, w duchu autentycznej wiary, zwracają się do Boga, polecając mu ukochaną drużynę. Sądzę, że modlitwa w intencji meczu ma sens, jeśli nie jest próbą zaklinania rzeczywistości lub – jeszcze gorzej – złorzeczeniem drużynie przeciwnej, ale wyrazem dobrych pragnień, aby zawodnicy wyszli na murawę w pełni sił i pokazali pełnię swoich umiejętności i… aby mieli trochę farta, bo przecież w piłce czasami decyduje łut szczęścia. Mamy prawo modlić się do Boga w konkretnych intencjach, jak: wygrany mecz, zdany egzamin, dobry dzień. Trzeba jednak pamiętać, że taka modlitwa nie tylko nie wyklucza, ale wręcz zakłada własny wysiłek. I tak modlitwa o dobre zdanie egzaminu zakłada rzetelne studiowanie. Ponadto istotą każdej modlitwy, również w sprawach błahych, jest to, że stajemy przed Bogiem i powierzamy się Jego woli. Z naszych planów i marzeń nie czynimy absolutu, choć prosimy o ich spełnienie się. Kiedy jednak dzieje się inaczej, to nie obrażamy się na Boga, ale nadal czujemy się Jego stworzeniami i dziećmi, i jeszcze bardziej powierzamy Jego Opatrzności. Ktoś powiedział, że Bóg wysłuchuje naszych modlitw, także tych najbardziej naiwnych, tyle że często „na swój sposób”. I chociaż niekiedy nie spełnia naszych życzeń, to przecież zawsze działa dla naszego dobra. Dlatego możemy ufać, że nawet jeśli nie wyszliśmy z grupy, to szczere modlitwy zanoszone w sprawie wygrania z Czechami zostaną wysłuchane „na sposób Boga”. Nie chcę podpowiadać Najwyższemu, na czym ten sposób ma polegać, ale bym się ucieszył, gdyby skrzywdzonym ludziom, którzy do tej pory nie dostali wynagrodzenia za pracę przy autostradach i stadionach, wreszcie zostały wypłacone należne im pieniądze.